Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

2013/07/06

Coś smacznego ...

Sesja, i po sesji. W końcu upragnione wakacje. Po tygodniowym odpoczynku i regeneracji wracam do Was z lekkim, przyjemnym i słodkim postem. 
Gdy myślę o idealnym letnim cieście, od razu przychodzi mi do głowy drożdżówka. To czas, gdy mamy dostęp do przeróżnych świeżych owoców, więc tak naprawdę za każdy razem możemy sobie przyrządzić ciasto o innym, owocowym smaku.
Przepis jest banalnie prosty:

Potrzebujemy:
- 4 szklanki mąki
- 10 dag pokruszonych drożdży
- 1 szklankę cukru
- 3/4 szklanki oleju
- 3/4 szklanki mleka
- 4 całe jajka

Sposób przygotowania:
Wieczorem wszystkie składniki wsypujemy do miski wg wyżej wymienionej kolejności. Jajka rozmącamy z odrobiną soli. Nie mieszamy składników. Przykrywamy miskę folią aluminiową i wkładamy do lodówki na ok. 12 godzin. Rano mieszamy wszystko do połączenia się w jednolitą masę i wylewamy na blachę natłuszczoną margaryną.
W zależności od preferencji, dokładamy owoce (np. truskawki) i posypujemy kruszonką. 
Wstawiamy do zimnego piekarnika i pieczemy 30 min w temperaturze 180 st.C.

Tak składniki wyglądają rano, po wyjęciu z lodówki. (wiem, nie za smacznie :D )

Mieszamy....

Tadaaa:

Smacznego! 

2013/03/25

Otwórzmy swe kubki smakowe!

Jeeeść!


Od niedawna mam mocne postanowienie – spróbowanie jak najwięcej potraw i produktów dziwnych, ale spożywczych. Dlatego nie czekając  aż góra przyjdzie do Mahometa, pobiegłam do najbliższego sklepu z produktami zagranicznymi.

Napadłam na swój ulubiony dział azjatycki i nie tylko zrobiłam klasyczne zakupy (taki tam makaron z fasoli mung i sosik słodko-kwaśny, ofc made in China), ale i dorwałam kilka ciekawych kąsków.

Na pierwszy ogień poszły zupki błyskawiczne. Są łatwe w przygotowaniu i przepyszne, a co ważne nie kosztują zbyt wiele, więc można poszaleć w smakach. Oczywiście, o wiele lepiej pójść do normalnej restauracji i coś sobie tam wybrać. Tylko po co?! Tak więc wybrałam tajską zupkę i smaku zielonego curry i pikantną słodko-kwaśne danie z makaronem o smaku krewetkowym. 
Smak pierwszego jest  niesamowity- na początku piekielnie ostry, ale później język się przyzwyczaja i dopiero można spokojnie zjeść. Kiedy kupiłam po raz pierwszy zupkę krewetkową (bo tym razem zrobiłam to świadomie) i zadowoleniem zrobiłam sobie w miseczce, nie byłam świadoma, co mnie czeka. Kiedy zjadłam pierwszą łyżkę, mój przełyk chciał opuścić swoje normalnie miejsce i wziąć prysznic. Na szczęście nic takiego stać się nie mogło, więc szybko musiałam znaleźć butelkę wody i kontynuować obiad.
To nic nie dało.
Ale przecież nie można dać się pokonać zupce z Tajlandii!
Wtedy musiałam sięgnąć po ostatnią deskę ratunku. To był mój pierwszy raz, kiedy zupę z makaronem zagryzałam bułką… ale podziałało! Kosmiczne doświadczenie.

Później na tapetę poszły napoje. Pośród zielonych herbat i soków aloesowych dopatrzyłam się napoju, którego nie potrafiłam połączyć z czymkolwiek co znałam. Albowiem był to napój z Tamaryndowca.
Yyy… czego? No właśnie! I o to chodzi! Wrażenia są niesamowite. Wzrokowe- bardzo- barwa brunatnej zawiesiny nie zachwyca, zapach- specyficzny, ale nie odrzucający, smak- niepowtarzalny. Gorąco polecam na zimno- super orzeźwia  mniam, mniam, mniam.....

Na końcu wskoczyłam jeszcze do alejki ze słodyczami w poszukiwaniu japońskich paluszków Pocky. Niestety słuch po nich tam zaginął, ale za to trafiłam na nieznane mi wcześniej cukierki imbirowe.
Myślałam, że będą to zwykłe landrynki, a tu ku mojemu zaskoczeniu cukierki są prawie jak żelki o przepysznym mocnym smaku imbiru. Jak doczytałam na opakowaniu, to wyprodukowano je w Pasuruanie (wschodnia część wyspy Jawa, dla niezorientowanych – w Indonezji) i gdy poszperałam w intrenecie, to okazało się, że region ten specjalizuje się w produktach imbirowych, więc chyba dobrze trafiłam.


Jeżeli macie jakieś inne, ciekawe doświadczenia smakowe, to podzielcie się nimi! Na razie mam jeszcze w planach samodzielnie sporządzenie onigiri, ryżowego, tradycyjnego przysmaku japońskiego, a może kiedyś nawet sushi…


Buziaki :*

2013/02/11

Let's make some pie !

Hey Hi Hello!
Ostatnie dni nie były za przyjemne. Zimno, a do tego śnieg z deszczem. Wrrrrr.
Dlatego ostatnie dni spędziłam w ciepłym domku, przy kubku mojej ukochanej miętowej herbatki. Plus umilacz czasu: NAUKA :D   Nie ma to jak sesja.
Dlatego potrzebowałam coś na poprawę humoru, a co jest na to najlepsze?  (Oczywiście oprócz czekolady)
CIASTO !!!
Szybkie, łatwe do zrobienia i dobre.

Tym razem wybrałam ciasto z jabłkami. Poniżej dodaje przepis.


Składniki:
- 200 g cukru
- 250 g mąki tortowej
- 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
- 20 dag masła
- 3 całe jajka
- szczypta soli
- ok. 4-5 średnich jabłek 

Przygotowanie:
1. Masło rozpuść w rondelku i odstaw do ostygnięcia.
 2. Jabłka obierz ze skórki, usuń gniazda nasienne i pokrój (w kostkę, plasterki, jak chcesz).
3. Do miski dodaj mąkę, cukier, proszek do pieczenia, szczyptę soli, wbij jajka.
4. Dodaj jabłka i wszystko wymieszaj mikserem.

5. Zalej wszystko przestudzonym masłem i dalej mieszaj mikserem. Ja dodałam trochę cynamonu. Często też orzechy włoskie.


 6. Formę do ciasta wysmaruj masłem i wysyp bułką tartą. Nałóż ciasto do formy.







7. Piekarni nastaw na 180 stopni i piecz ciasto przez około 50-55 min. ( Najlepiej sprawdzać patyczkiem, bo w różnych piekarnikach różnie może się robić ) 


Smacznego!